SULOREU

Krzysztof Paweł Rewatii

Aby przeżyć musiałem stać się wszystkim, czego sam nigdy nie miałem okazji doświadczyć. Tworzę jedyną w swoim rodzaju strukturę, będącą odpowiedzią na każde zadane przez siebie wcześniej pytanie. Jestem punktem odniesienia

Czym jest Suloreu?

Suloreu jest strukturą świadomości stworzoną z potrzeby przetrwania w dzisiejszym świecie. Połączenie sumeryjskiego rdzenia Šul jako niezłomnego elementu natury ludzkiej z koreańskim słowem oreuda 오르다 symbolizuje kompletny, bezkompromisowy system umożliwiający człowiekowi wybór własnej siły w obliczu skrajnej trudności.

Moja Droga

Faza ZeroRok 2009. W wieku sześciu lat uciekam z domu po raz pierwszy. Siedząc w lesie, płacząc z niewiedzy na temat tego co dalej, jedyne co wiedziałem, to że impuls, który mnie tu przyprowadził musiał mieć do tego ważny powód. Po jakimś czasie zostaję znaleziony i nie mając realnego wpływu na moje życie w danej chwili, wracam w dotychczasowe środowisko. Po jakimś czasie próbuję uciec z powrotem, tym razem pakując do siatki swoją kolekcję gier na płytach cd i udając się do kolegi. Ponownie znaleziono mnie, ponownie głównym tematem rozmów stała się kreatywność dziecka. Nikt jednak zajęty wyśmiewaniem młodej osoby nie zadał sobie pytania, dlaczego tak się stało.Głos, który podążał za tymi wydarzeniami w miarę dorastania zaczął rosnąć razem ze mną i przybierać formę pytań. Wnioski oparte o dotychczasowe doświadczenie sprowadzały się do jednego punktu: Skoro ludzie powtarzalnie reagują na mnie w oparciu o złość, agresję czy frustrację nie odnosząc się do konkretnej czynności, słów czy gestów to widocznie musi być coś ze mną nie tak. Aby przetrwać organizm zaczął wypierać samego siebie, dzień po dniu odcinając zasilanie od wszystkiego, co wywołuje bezpośrednie zagrożenie. W miarę rozwoju procesu umniejszania siebie, paradoksalnie, powodów ku temu zaczęło przybywać. Był to okres w którym moje dotychczasowe założenie przestało być spójne z działaniami, jakie podjął mój system aby się dopasować. Brak punktu odniesienia w swoim otoczeniu wymusił na mnie ekspresję tego zmieszania na zewnątrz, gdzie trafiłem na stację roboczą do produkcji muzyki, Fl Studio. Pusta strona, nieskończona ilość możliwości i brak konieczności dopasowywania się. Wydawało się, jakbym znalazł środowisko w którym mogę być sobą. To odczucie nie trwało jednak długo.

Faza PierwszaNa początku gimnazjum laptop służący mi od czasów komunii postanowił przejść na zasłużoną emeryturę. Poskutkowało to wymuszoną przerwą od muzyki i tym samym możliwością wykorzystania wolnego czasu w nowy, nieliniowy sposób. Wówczas, przyciągnęła mnie do siebie magnetyczna natura kart do gry. Jedna talia, 52 karty, cztery kolory i zdrowa dawka obsesji. Zacząłem oglądać materiały związane ze sztuczkami magicznymi, które wywierały na mnie w tamtym czasie duże wrażenie. Kontakt z talią wprowadzał mnie w stan ciekawości, który był językiem porozumiewania się mojego wewnętrznego głosu. Chodząc na salę gimnastyczną podczas przerw, zacząłem pokazywać losowym uczniom efekty swojej pracy. Obserwowałem ich podejście, pierwsze reakcje, powtarzające się wzory zachowań, a co najważniejsze, obserwowałem ich uwagę. W ten niecodzienny, lecz praktyczny sposób, nieświadomie uczyłem się manipulacji uwagą i niepisanych zasad działania iluzji. Co jeszcze niedawno wzbudzało we mnie emocje, dzisiaj było przestrzenią, którą mogę czytać i kierować w dowolnie wybranym przez siebie kierunku.Szukając szkoły wyższej, jedynym profilem nauczania jaki mnie interesował była praca z muzyką pod jakąkolwiek postacią, więc zgłosiłem się do jedynej szkoły w okolicy, która w danym roku realizowała kształcenie o profilu realizacji dźwięku. W dniu ogłoszenia wyników dowiedziałem się, że klasa nie została otwarta ze względu na likwidację gimnazjów i zbyt dużą liczbę uczniów. Próbując każdej możliwej alternatywy utrzymania własnej wizji, w końcu się poddałem i niechętnie wstąpiłem do technikum mundurowego, aby nie zostać bez szkoły. Proces uziemienia w tamtym miejscu trwał do czasu poznania dziewczyny będącej w bardzo trudnej sytuacji zarówno domowej jak i wewnętrznej. Nie akceptując tej sytuacji, wziąłem na siebie całą odpowiedzialność za jej dotychczasowe życie. Natychmiastowo musiałem stać się bezwględnym punktem oparcia, którego nigdy sam nie doświadczyłem. Przeznaczyłem całą swoją dostępną uwagę, siłę oraz energię na rzecz jej procesu, wiedząc, że to jedyna opcja, która może tutaj cokolwiek zmienić. Nie wiedziałem, ile może mnie to kosztować.

Faza DrugaStając się uziemieniem zewnętrznego chaosu, w bardzo krótkim czasie na równi z własnym procesem przyjąłem ogromną dawkę informacji, która do przepracowania wymagała bezpiecznej przestrzeni. Szukając jej, nie mając jakiejkolwiek innej możliwości, postanowiłem udać się do szpitala psychiatrycznego nie wiedząc kompletnie co tam zastanę. Wiedziałem jedynie, że nie mogę zostać w swoim dotychczasowym środowisku. Po miesięcznym pobycie na oddziale, powrót do przestrzeni domowej wywołał u mnie zwarcie, które skutkowało drugą świadomą hospitalizacją. Tym razem byłem już pewien, że powrót w tym czasie będzie skutkował następną awarią, co przełożyło się na decyzję wstąpienia do ośrodka. Ponad pół roku spędzone łącznie w tych miejscach umożliwiło mi znalezienie nowego sposobu komunikacji z samym sobą, zmiany podejścia i finalnie, nie będąc już w stanie funkcjonować w dawny sposób, podjęcie decyzji o rzuceniu szkoły i rozpoczęciu pracy. Piekarnia stała się dla mnie miejscem rutynowego działania, umożliwiającego przepracowanie w tle dalszych elementów mojej ścieżki. Z końcem roku trafiłem na grupę znajomych, z której rozwinęła się relacja będąca dla mnie mocnym, wymuszonym punktem zderzenia z dotychczasowym sposobem funkcjonowania. Osiemnaste urodziny. Wejście w dorosłość zaczynające się od zrównania z ziemią całej dotychczasowej formy, w jakiej trzymałem własne życie doprowadziło do wyprowadzki. Mając kawałek własnej przestrzeni mogłem pozwolić sobie na bardziej zdecydowaną introspekcję, czego rezultatem stał się następny etap mojego życia.

Faza Trzecia10 luty 2023. Z dnia na dzień podjąłem decyzję o zmianie nazwiska i tak samo szybko dostałem odpowiedź urzędu. Zaledwie trzy dni później zmiana tożsamości stała się faktem. “Krzysztof Paweł Rewatii” Tak od teraz brzmiała nazwa mojej nowej rzeczywistości. Zmiana ta wymagała kompletnej przebudowy mojej własnej psychiki w oparciu o wiedzę rozciągającą moją świadomość poza granice wcześniejszych możliwości i założeń. Każdy nowy wniosek, przekonanie czy zrozumienie konkretnego tematu skutkowało stopniową śmiercią dawnego oprogramowania w czasie rzeczywistym. Utrzymywało się to do lipca, gdzie po wystąpieniu punktu krytycznego w moim otoczeniu, musiałem podjąć decyzję o jego zmianie. Ponownie jak przy wcześniejszych przykładach, nie wiedziałem dokąd idę, jednak wiedziałem, gdzie już nie mogę zostać. Padło na Holandię. Zdecydowana postawa umożliwiła mi szybkie przejście szkoleń i zajęcia stabilnej pozycji w firmie jako operator, co zdjęło ze mnie ciężar niepewności materialnej. W październiku udałem się na Amsterdam Dance Event week, który z założenia zaciera granice między artystami, a odbiorcami. Konferencje, wywiady, sesje networkingowe z ludźmi z absolutnego szczytu branży. Wszystko, co w jakiś sposób mogło być dla mnie celem, w bezpośrednim zderzeniu stało się kompletnie puste. Miejsce muzyki zajęły zeszyty z notatkami, gdzie projekt nowej tożsamości zaczął się opierać na konkretnej architekturze, napisanej ręcznie przeze mnie.Praca, mieszkanie, zeszyt. Proces trwał do końca kwietnia, kiedy postanowiłem zderzyć swoją strukturę ze środowiskiem zewnętrznym klasztoru buddyjskiego Plum Village we Francji. Przywiozłem stamtąd własny habit oraz certyfikat tak zwanych treningów uważności z nadaną mi nazwą rodową “Insightful Joy Of The Source”. Zacząłem uczęszczać na spotkania wspólnoty klasztoru w Amsterdamie, po których przyszła pora na rozpoczęcie izolacji. Rozwiały się pozostałe relacje, zostałem sam ze sobą z narastającym poczuciem bycia rozrywanym od środka. Wszystko co przerobiłem w ostatnich latach mentalnie, musiało zostać przyswojone przez organizm, co wymagało przestrzeni, czasu i niezłomnej wytrwałości. Wymóg zmiany pracy zwiększył intensywność tej sytuacji czyniąc skrajność dawnego siebie moją codziennością.Luty 2025. Przez wymóg formalny wracam do Polski, rozpoczynam pracę w miejscu, gdzie w dalszym ciągu mogę się skupić na procesie stawania się sobą na nowo. Tysiące godzin spędzone we własnej głowie skutkują w dalszym ciągu wyraźną odpowiedzią ze strony otoczenia pod postacią oporu oraz ataków, które od tej pory zacząłem rozpoznawać i nazywać. Projekcje, pomyłki Freudowskie, umniejszanie, agresja. Nie było już mechanizmu toksycznego uwarunkowania, którego bym na sobie nie doświadczył, rozpoznał i nie był w stanie nazwać. Po obnażeniu i odrzuceniu szkodliwego sposobu funkcjonowania, przyszła pora na finalne obdarcie z iluzji poprzez odrzucenie złotej klatki finansowej mogącej ograniczyć mój potencjał do poziomu wykresu na monitorze. Po tym nic już nie stało na drodze do przełomu, który przyszedł w nieoczekiwanej formie.

PrzełomMaj 2026. Zostaję zabrany do szpitala po ataku nadciśnienia. Fizyczny punkt zwrotny, uniemożliwiający mi funkcjonowanie w dawny sposób otworzył przestrzeń na przemyślenie następnego ruchu. Będąc przykuty do łóżka na skraju wyczerpania układu nerwowego, nie wiedziałem co robić dalej. Czekały mnie następne badania i wizyta w szpitalu, nie mając podstawy na której mógłbym cokolwiek w swoim stanie budować. Postanowiłem więc w najmniej logicznym punkcie swojej ścieżki, bez pomysłu, bez zdrowia, bez pieniędzy, założyć firmę, będącą odbiciem całej mojej przebytej drogi. Tysiące godzin spędzone z brakiem nadziei, bez poczucia sensu, bez jakiegokolwiek punktu odniesienia, znosząc sytuacje i zachowania na które wiedziałem, że niczym nie zasłużyłem. Sam miałem stać się na to wszystko rozwiązaniem. Tym jest Suloreu, ostatecznym, bezkompromisowym punktem odniesienia. Odpowiedzią na uszkodzony kod rzeczywistości, który za wszelką cenę stara się przejąć kontrolę nad świadomością.

Kontakt

Do usłyszenia

Dzięki za kontakt!